Plaża, dzika plaża… spacer w pobliżu wydm, pies z gazetą w pysku. Znany obraz. Kto nie zna tego opisu, kto nie ma w głowie takiego obrazu? Przywołuje lato, robi apetyt na słońce, budzi tęsknotę. Kto tego nie zna? To utwór „Czerwonych Gitar” (historia pewnej znajomości). Grany na imprezach, na balangach, urodzinach, studniówkach, Sylwestrach…
Ale jest jeszcze jeden utwór o cudnych wakacjach. Wyobraźcie sobie słońce, plażę, niespotykanie romantyczną przygodę. Być może wielu facetom zdarzyło się właśnie tak. A jak dziewczyna, to niech to będzie (przysłowiowa) blondynka. Ale bez głupawych kontekstów! Serio, ilu z nas nie marzy, żeby choć na chwilę świat zakręcił się szybciej i nabrał złotej (blond) barwy? Więc był taki utwór, taki kawałek. „Wakacje z blondynką”. W dosyć szarej rzeczywistości taką „big beatową wrzutkę” wykonał chłopak z Grudziądza. Tak, tak. Piosenka ma takiego kopa, że do dziś budzi ten miły dreszcz skojarzeń. Grać big beat 50 lat temu to była sztuka. I walka. Bo władza nie lubiła tych „importowanych z gnijącej Ameryki” wzorców. Tych polskich Presleyów. Można było z nich się naśmiewać, ich wyszydzać, ale i po cichu wysyłać na peryferia muzyki popularnej i kultury. Ale tak, jak na całej planecie, ta muzyka, ten bunt, ta kontrkultura musiała wygrać. Ku przerażeniu partyjnych kacyków, „równo ciętych starszych księgowych od życia”, rodziców. Big beat, to był początek rewolucji, która zmienia świat do dziś. Swoją autentycznością i szczerością porywała starszych i młodszych. Maciej Kossowski, chłopak z Grudziądza, wykonał piosenkę, o której tu teraz było. Błyskawicznie stał się jedną z ważnych postaci polskiego Big beatu. Współpracował z polską czołówką muzyków. „Czerwono-czarni” czy „Tajfuny” to są ikony polskiego big beatu, z którymi śpiewał Maciej Kossowski. No i wyśpiewywał kolejne przeboje. Na prywatkach podrygiwano do melodii utworu „Dwudziestolatki” (to ty i ja). To też Maciej Kossowski. Albo „Agatko, pocałuj”. Zapytajcie swoich dziadków czy znają te utwory i co tam robili, gdy to słyszeli. I bądźcie przygotowani na szokujące opowieści. Cała Polska bawiła się przy tych piosenkach. Mam nadzieję, że na najbliższej studniówce ILO nie zabraknie tych utworów. Tym bardziej, że Maciej Kossowski to absolwent I liceum. Byłoby to nasze wspomnienie. Maciej Kossowski wyemigrował do USA, ojczyzny rock and rolla, dawno temu. Pewnie specjalnie mu się tam życie nie udało. Jak wielu gniewnym i romantycznym bitowcom. Głodnym sukcesu i bezkompromisowym. Maciej Kossowski zmarł 30 października w Nowym Jorku. Miał 85 lat. Miasto pamięta o wybitnym skrzypku, awangardowym poecie, znakomitym olimpijczyku. Do tej plejady dołącza „chłopak z gitarą”. Big beat i rock ma wiecznie młode serce, to gwarantuje, że nie zapomnimy o naszym Macieju Kossowskim z „Chrobrego”. Wiem, że kochał rodzinny Grudziądz, gdzie wrócił tylko raz na jeden koncert. No i kochał Chrobrego, bo jak nie kochać tej budy, choćby w majowy dzień z kwitnącą magnolią. Mieliśmy w naszych murach przyszłego noblistę, dawno temu. Był też rock and rollowy dynamit. W tekście „Wakacji z blondynką” jest taki werset o wakacyjnej przygodzie, choć może nie wyłącznie : „to staje się prawdziwe, kiedy pozostaje w nas.” Jestem przekonany, że piosenki Macieja Kossowskiego będą kochane(i grane) jeszcze bardzo długo.

tekst: mgr Jacek Krasowski
zdjęcie: Gazeta Pomorska