Bywa, że zabija. Całe szczęście, tylko na scenie
– Wbrew pozorom aktorstwo to bardzo trudny zawód. W dodatku dosyć brudny – żartowała Anna Dymna. – Po całym dniu pracy w teatrze czasami trudno się domyć. Pamiętam jak niedokładnie zmyłam z siebie sztuczną krew. Podjechałam na stację benzynową, a tam mężczyzna krzyczy: „Jezus! Maria! Co pani się stało?!” A ja na to, że zabiłam właśnie męża i kochanka. A potem sama zostałam zabita.
Aktorka opowiadała też o swojej działalności charytatywnej i pomocy osobom nieuleczalnie chorym oraz niepełnosprawnym. – Często rozmawiam z osobami, które wiedzą, że czeka je śmierć. Mają dwa miesiące życia, ale mówią: „Zobacz ile jeszcze przede mną. Ile mogę zrobić”. Od nich nauczyłam się, że każdy dzień jest ważny – mówiła młodzieży pani Ania”