Uroczystość rozpoczęła się z rozmachem - pojawił się sam Chrobry, który zaprosił wszystkich na galę godną królewskiej koronacji. Pytacie się, jak to możliwe? Uczniowie i wychowawcy klas 3 dołożyli wszelkich starań, by nasi maturzyści mogli zobaczyć Chrobrego po raz ostatni (przez całą uroczystość na ekranie widzieliśmy wizualizacje naszego patrona, który reagował na osiągnięcia naszych uczniów). Potem było już bardziej klasycznie: hymn, sztandar i jego przekazanie kolejnym rocznikom oraz przemówienia (na szczęście krótsze niż Inwokacja, choć Mickiewicz pewnie byłby dumny z wytrwałości słuchaczy).
Od początku było czuć, że to nie jest zwykłe zakończenie roku. Raczej coś w rodzaju szkolnego ostatniego rozdziału - trochę jakby ktoś zamknął cały rok w jedną lekturę i właśnie czytał jej zakończenie na głos. Można by nawet powiedzieć, że wszystko nagle zaczęło się układać jak dobrze rozwiązane równanie - kilka lat nauki, różne niewiadome, a na końcu wynik, który wreszcie ma sens.
Po części oficjalnej przyszedł czas na nagrody - czyli moment, w którym szkoła zamienia się w galę, a uczniowie w bohaterów dnia. Każde wejście na scenę miało w sobie coś z małej sceny dramatycznej: podejście, uśmiech, odbiór, zejście. Proste, ale i tak zawsze z lekkim napięciem jak wtedy, gdy nauczyciel z polskiego każe wyciągnąć kartki czy z matematyki, gdy patrzy się na zadanie i ogarnia nadzieja, że jednak tym razem wynik wyjdzie bez błędu.
W tle klasyczne szkolne skojarzenia: ktoś przypominał Cezarego Barykę, słuchającego o szklanych domach - niby zaciekawiony i pełen nadziei, ale jednak z nutą niepewności - czy rzeczywistość dorówna oczekiwaniom. Znowu zaś ktoś inny miał minę jak na sprawdzianie z angielskiego, kiedy niby wszystko rozumie, ale nagle pojawia się jedno słowo i całe zdanie przestaje mieć sens.
Część artystyczna uspokoiła tempo - zrobiło się ciszej, bardziej refleksyjnie, jak na ostatnich stronach lektury, kiedy akcja już się kończy, a zostaje tylko podsumowanie. Jedna z uczennic zaprezentowała nostalgiczny utwór ,,Nic dwa razy", uświadamiając uczniom, że ich przygoda w murach Chrobrego powoli dobiega końca. Nagle szkolny hałas, dzwonki i rozmowy na korytarzach przestały istnieć, jakby ktoś na chwilę zatrzymał cały ten codzienny rytm - trochę jak pauza w dobrze znanej piosence albo moment ciszy przed odpowiedzią „Yes, I know” na lekcji angielskiego, nawet jeśli nie do końca się wie.
Najbardziej sentymentalny moment przyszedł przy pożegnaniu klas. Nazwiska, muzyka w tle i coraz bardziej wyraźne poczucie, że to naprawdę ostatni raz razem. Trochę śmiechu, trochę wzruszeń i ta szkolna klasyka: to tylko zakończenie, a jednak coś w tym było bardziej jak finał niż zwykły dzień.
Na finiszu - hymn szkoły i wyprowadzenie sztandaru - formalne domknięcie całości, taka kropka nad ,,i" po kilku latach wspólnej historii. Można by powiedzieć: the end… albo raczej to be continued, bo każdy teraz zaczyna kolejny rozdział.
A potem już tylko rozmowy, zdjęcia i ta myśl, że Mickiewicz pewnie zrobiłby z tego epopeję…Ale szkoła i tak napisała swoją własną, trochę mniej patetyczną, ale bardziej prawdziwą wersję.

Oprac. Zuzanna Hawełko i Oliwia Rocol

fot. Zofia Cyrankowska, Lena Dolewska, Zofia Żmuda, Mikołaj Piwowarski